Refleksja.....
Są takie chwile, gdy gasną spory. Są takie chwile, kiedy człowiek zatrzymuje się podczas swojego biegu do odległego i ulotnego celu, by zastanowić się nad sensem swych poczynań. Są takie chwile… smutne chwile.
Lecieli, by oddać hołd tysiącom bestialsko zamordowanych oficerów. Tymczasem historia zatoczyła krąg w 70. rocznicę tej tragicznej zbrodni z Katynia i wykreśliła 96 ludzkich istnień z grona żyjących na tym kruchym świecie.
Nikt nie mógł przewidzieć takiego obrotu sprawy. Szukanie winnych w tym momencie nie jest najlepszym zajęciem. To jedna z największych tragedii w historii Polski od kilkudziesięciu lat. Bez względu na to, czy zawinił człowiek, maszyna czy aura – stało się. Prezydent Polski wraz z małżonką i najważniejszymi osobami w państwie – nie żyją. Zginęły znane osobistości, ale i ludzie zupełnie nieznani z mediów – personel pokładu Tu-154M, funkcjonariusze BOR i mniej znani publicznie przedstawiciele rodzin katyńskich, księża…
Za każdą z tych osób kryje się osobista tragedia rodziny, która już na zawsze będzie skrywała w sercu żal i odczuwała niesprawiedliwość, którą obdarzył los właśnie ich. Media i ludzie po pewnym czasie wrócą do swojej dawnej gonitwy za sensacją, pieniędzmi, mglistymi celami, rodziny i najbliżsi pozostaną w obliczu nieszczęścia sami.
Ostatni raz potrafiliśmy tak bardzo się zjednoczyć - 5 lat temu, także w feralnym miesiącu, za który można być uważany od tej pory kwiecień.
Była to śmierć wielkiego człowieka, papieża Jana Pawła II.
Śmierć, która zbliżała się co raz większymi krokami, by w końcu zabrać ludzkości pełnego miłosierdzia człowieka.
Sytuacja, w której zginęło 96 istnień ludzkich różni się od tej z 2005r.
Jednak śmierć jest śmiercią, końcem życia i – wierząc w to – początkiem czegoś nowego i trwałego.




