Czy 60 tys. pracujących emerytów będzie musiało się zwolnić lub zrezygnować z emerytury?
Nowa ustawa autorstwa minister Fedak może sprawić, że 60 tys. pracujących emerytów będzie musiało się zwolnić lub zrezygnować z emerytury. (Prezydent RP podpisał ustawę 23.12.2010r.)
Posłowie uchwalili ustawę uderzającą w pracujących emerytów, mimo że pierwszy prezes Sądu Najwyższego uważa, że narusza ona "wszelkie możliwe zasady prawa ubezpieczeniowego" i konstytucję. Chodzi o przepisy wymyślone przez Ministerstwo Pracy.
Szefowa resortu Jolanta Fedak w styczniu 2009 r. pozwoliła Polakom łączyć emeryturę z pracą bez konieczności zwalniania się z dotychczasowego zakładu. Wszystko w ramach programu "50+" - zwiększenia aktywności zawodowej osób po pięćdziesiątce. W tej grupie wiekowej pracuje zaledwie co trzeci rodak. 60 tys. Polaków postanowiło z nowego prawa skorzystać. Kilkanaście miesięcy później pani minister zdanie jednak zmieniła. Przywilej chce im zabrać. Dlaczego? Uznała, że w kryzysie emeryci blokują etaty innym Polakom.
Pracujący emeryci będą musieli się z pracy zwolnić. Oczywiście teoretycznie mogą się znów zatrudnić w dawnym zakładzie, pobierając i emeryturę, i pensję. Ale na to będzie się musiał zgodzić pracodawca.
A to nie jest już proste. Emeryci boją się, że nikt nie będzie chciał ich przyjmować z powrotem. Kłopot z pracą mogą mieć zwłaszcza osoby z administracji państwowej, gdzie aby kogoś przyjąć, trzeba często ogłosić konkurs. Nie jest pewne, czy emeryt, który się zwolnił, konkurs wygra. A nawet jeśli wygra, to nie wiadomo, czy pracodawca nie zaproponuje mu niższej pensji. 16 grudnia ustawa przeszła przez Sejm. 17 grudnia wylądowała na biurku prezydenta. Posłowie głosowali "za", mimo że przepis może być niezgodny z prawem. O takim zagrożeniu alarmował ich w swojej ekspertyzie pierwszy prezes Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski.
Prezesowi nie podoba się zakaz łączenia emerytury z etatem przez osoby, którym rząd dał już taką możliwość w ubiegłym roku. "Takie zachowanie ustawodawcy należy ocenić jako odebranie praw nabytych" - pisze Stanisław Dąbrowski. I dalej: "Prawo nabyte w określonym stanie prawnym nie może zostać odebrane tylko dlatego, że ustawodawca doszedł do wniosku, że poprzednia treść ryzyka była błędem, i chce go teraz z mocą wsteczną naprawić".
Prezes Sądu Najwyższego nie ma wątpliwości, że proponowany przepis "narusza wszelkie możliwe zasady prawa ubezpieczeniowego i konstytucyjną zasadę praw nabytych i powinien zostać usunięty z projektu".
Sędzia Dąbrowski wysłał pismo do Sejmu na początku grudnia. Dlaczego posłowie, którzy poparli ustawę, nie wzięli go pod uwagę? - Gdy głosowałam, nie miałam pojęcia o tej opinii. Nie znałam jej. Dowiaduję się o niej od pana - zarzeka się Magdalena Gąsior-Marek, posłanka PO z komisji finansów publicznych.
- Ja ją znam, ale słyszałem też o opiniach dwóch prawników, którzy mieli odmienne zdanie. Jakich? Teraz nie pamiętam - dodaje Mirosław Sekuła (PO), również członek komisji finansów. Poseł PO Sławomir Neumann (członek tejże komisji) przyznaje, że gdy poparł ustawę, odwiedziły go w biurze zdenerwowane nauczycielki. Narzekały, że będą musiały zwolnić się ze szkoły. - Tłumaczyłem, że jak są dobre, sumienne, to dyrektor przyjmie je z powrotem - opowiada poseł.
Uwierzyły? - Raczej nie. Mówiły, że w najlepszym razie dostaną pół etatu.Co zrobi Bronisław Komorowski? - Decyzji jeszcze nie podjęto - usłyszeliśmy w Kancelarii Prezydenta. Według naszych informacji najbliższe otoczenie prezydenta jest podzielone. Problem polega na tym, że kontrowersyjny przepis wpisano do "rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o finansach publicznych". W projekcie znalazły się też inne ważne dla budżetu przepisy, m.in. reguła wydatkowa, czyli rodzaj kagańca narzucony na wydatki budżetu.
Neumann uważa, że jeżeli prezydent będzie miał wątpliwość, zawsze może podpisać ustawę, a kontrowersyjny przepis odesłać do Trybunału Konstytucyjnego. - Ewentualnie prezydent powinien podpisać całą ustawę, ale zaraz potem przygotować projekt, w którym ponownie pozwoli łączyć emeryturę z pracą - mówi Adam Ambrozik, ekspert Pracodawców RP. Według niego zakaz pracy dla emerytów sprawi tylko, że polscy seniorzy uciekną do szarej strefy: - Nie będą płacić składek, podatków. Wszyscy na tym stracą. W grupie osób w wieku 55-64 lata pracuje ok. 32 proc. Polaków. W UE mniej jest tylko na Malcie. Jeszcze niedawno pracowało zaledwie 28 proc.
źródło: gazetawyborcza
Przedstawiamy zmiany w przepisach:
W ustawie z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz. U. z 2009 r. Nr 153, poz. 1227 oraz z 2010 r. Nr 40, poz. 224, Nr 134, poz. 903 i Nr 205, poz. 1365) wprowadza się następujące zmiany:
1) w art. 103 ust. 1 i 2 otrzymują brzmienie:
„1. Prawo do emerytur i rent ulega zawieszeniu lub świadczenia te ulegają zmniejszeniu na zasadach określonych w art. 103a-106.
2. Przepisu ust. 1 nie stosuje się do emerytów, którzy ukończyli 60 lat (kobiety) lub 65 lat (mężczyźni), z zastrzeżeniem art. 103a.";
2) po art. 103 dodaje się art. 103a w brzmieniu:
Prawo do emerytury ulega zawieszeniu bez względu na wysokość przychodu uzyskiwanego przez emeryta z tytułu zatrudnienia kontynuowanego bez uprzedniego rozwiązania stosunku pracy z pracodawcą, na rzecz którego wykonywał je bezpośrednio przed dniem nabycia prawa do emerytury, ustalonym w decyzji organu rentowego.".
W/w przepisy wchodzą w życie po upływie 4 miesięcy od dnia ogłoszenia.




