ZUS zaniżał zasiłki
ZUS latami zaniżał zasiłki chorobowe i macierzyńskie - orzekł Trybunał Konstytucyjny.
Wiele osób o tym nie wiedziało i pieniędzy już nie odzyska
"Dlaczego nie trąbicie o tym, że ZUS nas oszukiwał?! - pisze do "Gazety" wzburzony Marek. - Ludzie o tym nie wiedzą i nie występują do ZUS o zwrot pieniędzy". Kilka lat temu ciężarna żona Marka była na zwolnieniu lekarskim, potem dostawała zasiłek macierzyński. Teraz przypadkiem dowiedziała się o orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z sierpnia zeszłego roku. Sędziowie Trybunału orzekli, że do podstawy, która jest wykorzystywana do naliczania zasiłków, ZUS powinien dopisywać premie i prowizje.
ZUS tego nie robił, a jest to przecież nasz zarobek, od którego odprowadzamy składki. Nie ma więc powodu, by go pomijać.
Po orzeczeniu Trybunału wszyscy poszkodowani powinni pobiec do swojego działu kadr i poprosić o złożenie wniosku do ZUS w sprawie zwrotu pieniędzy.
Żona Marka tego nie zrobiła, bo nic nie wiedziała. Niestety, minęły już trzy lata od jej urlopu macierzyńskiego i wyrównania nie dostanie. Bo po trzech latach nasze pretensje do ZUS się przedawniają.
Joanna z Lublina miała więcej szczęścia. Powiedziała jej koleżanka. Gdy złożyła odpowiedni wniosek, ZUS zwrócił jej - bagatela! - ponad 6 tys. zł. O tyle bowiem zaniżył jej zasiłek macierzyński. Dlaczego różnica była tak duża? Bo sporą część pensji Joanny stanowiły prowizje, a tych ZUS do podstawy nie wliczał.
Jeśli chcesz odzyskać od ZUS swoje pieniądze, spiesz się! Masz na to tylko trzy lata! W starciu z ZUS jesteś przegrany. Bo jeśli to ty mu coś uszczknąłeś, on może cię ścigać.
W sierpniu zeszłego roku Małgorzata była na macierzyńskim. Od razu wychwyciła informację o werdykcie Trybunału, bo pracuje w kadrach jednej z korporacji i zawodowo interesuje się tego typu sprawami. Gdy tylko wróciła do pracy, złożyła odpowiedni wniosek. Dostała kilkaset złotych.
W sumie ZUS z tego tytułu wypłacił w zeszłym roku ponad 103 mln zł.
Tymczasem Marek nie może sobie darować, że to przeoczył. "Piszecie o kryzysie, o tym, o owym, ale o nadużyciach ZUS cisza. To, że przedawnienie mija po trzech latach, to megaafera" - przekonuje. I ma rację.
Gdy my mamy zaległości w płatnościach dla ZUS, Zakład może nas ścigać przez lat dziesięć. Rząd Tuska obiecywał, że to zmieni. Deklarował to wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak. Sprawą miał się też zająć wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld.
Nasze winy miały się przedawniać już po pięciu latach, bo taka reguła obowiązuje dziś w przypadku zaległości podatkowych. Tyle samo czasu my powinniśmy mieć na dochodzenie naszych roszczeń wobec ZUS. Minister Szejnfeld nie znalazł czasu, by odpowiedzieć, dlaczego rząd zlekceważył ten problem.
Niestety, spóźnialscy tacy jak Marek plują sobie w brodę. A niektórzy drobni przedsiębiorcy dopiero teraz dostają informację, że dziesięć lat temu pomylili się w obliczeniach składek - o co nietrudno przy zawiłościach przepisów - i obecnie ZUS żąda od nich pieniędzy z odsetkami, które dawno już przewyższyły sumę samych należności.
Rząd powinien naprawić ten błąd i błyskawicznie zmienić niesprawiedliwe przepisy.
Źródło: Gazeta Wyborcza




